Bloog Wirtualna Polska
Są 1 273 503 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zagubione miasto w Brazylii

czwartek, 03 kwietnia 2008 4:34
Skocz do komentarzy

      

 

W 1839 r. brazylijski przyrodnik szperając w Dworskiej Bibliotece Publicznej (dzisiejsza Biblioteka Narodowa) w Rio de Janeiro natknął się na pochodzący z 1753 r. dokument zatytułowany „Historyczna Relacja z ukrytej, wielkiej starożytnej miejscowości bez mieszkańców". Dokumentem tym zainteresował się ksiądz kanonik Januario Barboza, publikując go w „Czasopiśmie Brazylijskiego Instytutu Historycznego i Geograficznego" i zwracając się z apelem do brazylijskiej klasy intelektualnej, aby ta potraktowała poważnie zawarte w nim dane.

 

Początek relacji mówi o dostrzeżeniu przez podróżujących już od 10 lat po wielkich obszarach Bahia Bandeirantes (czyli przez portugalskich poszukiwaczy złota, diamentów, srebra i przygód oraz łowców indiańskich niewolników) góry, która z daleka błyszczała z powodu istniejącej w niej dużej zawartości kryształów. Początkowo Bandeirantes nie mogli się jednak do niej dostać z powodu  trudnego dostępu, aż zdarzyło się, że zbierający drewno na ognisko murzyn ujrzał białego jelenia i podążywszy za nim nagle natknął się na wybrukowaną drogę, która wiodła do wnętrza góry. Powiadomił o swoim znalezisku swoich panów i tak ekspedycja dotarła do miejsca, z którego rozciągał się widok na zabudowania jakiejś dużej, nieznanej im miejscowości. Posłany na przeszpiegi Indianin powrócił mówiąc, że miasto jest puste, więc  postanowiono zejść do niego i je przeszukać.

 

Do miasta wiodła jedynie jedna, wybrukowana kamieniami, wspomniana już droga. Wejście do miasta, jak mówi relacja, było zrobione „z trzech łuków o bardzo dużej wysokości: środkowy był najwyższym, a obydwa z jego boków są mniejsze: na największym i głównym dostrzegliśmy litery, których nie można było skopiować z powodu wielkiej wysokości". W mieście domy były zrobione z wielkim porządkiem i zgodnie z symetrią, wyglądając, jakby były ciągiem jednego domu, gdy tymczasem domów było wiele, przy czym niektóre z nich  posiadały odkryte tarasy i nie miały dachówek, ponieważ miały dach płaski z wypalonych kafelków lub innego materiału. W środku tych domów niczego nie znaleziono, były całkowicie opustoszałe.

 

Na końcu ulicy poszukiwacze natknęli się za to na plac, w którego środku znajdowała się „kolumna z czarnego kamienia o niezwykłej wielkości, a na niej figura zwykłego mężczyzny z jedną ręką opartą o lewy bok, a z prawą ręką wyciągniętą, wskazując palcem Biegun Północny; w każdym kącie wspomnianego Placu znajduje się Igła, imitacja tych używanych przez Rzymian, ale niektóre już źle traktowane i przełamane, jak rany z jakichś błyskawic".

 

Na portyku głównej ulicy również „znajdowała się półrzeźba figury, wyrzeźbiona z tego samego kamienia i rozebrana od pasa w górę, ukoronowana laurem" i z napisem pod tarczą. Po lewej i prawej stronie placu znjdowały się potężne budowle. Według Bandeirantes, pierwszy z nich wyglądał na jakąś świątynię, miał bowiem wiele figur na swoich bokach, takich jak krzyże i kruki. Inna część miejscowości leżała w częściowo w gruzach prawdopodobnie z powodu trzęsienia ziemi.

 

W pobliżu opisanego placu znajdowała się również rzeka. Po trzech dniach przeszukiwania awenturnicy znaleźli wielki wodospad. Było tam również bardzo wiele pieczar, wiele z nich z napisami.

 

Pomiędzy ruinami znaleziono wielką złotą monetę. Z jednej jej strony znajdował się wizerunek jakiegoś klęczącego młodzieńca, a z drugiej była korona, łuk i strzała. 

 

Po dojściu w rejon pomiędzy rzekami Paraguaçu i Una, bandeirantes wysłali do Rio de Janeiro list, w którym dali początek wspomnianemu, tj. orginalnemu rękopisowi.  Według opisu wyraźnie było widzieć, że opuszczone miasto nie należało do typu miast budowanych przez Portugalczyków i Hiszpanów, ani również nie było miastem górniczym, zbydowanym przez poszukiwaczy szlachetnych minerałów.

 

Niektórzy badacze tego dokumentu dzisiaj uważają, że autorem relacji był ktoś lubujący się w zabytkach i budowlach świata Morza Śródziemnego. Stwierdzają zarazem, że w opisie widać również nawiązanie do góry kryształowej, jakby chciano nawiązać do historii o poszukiwaniach Eldorado, a zarazem nawiązanie do tajemniczej figury niegdyś znalezionej na Wyspie Kruków (w portugalskich Açorach). Od Damiana z Góes, z jego „Chronica do Principe D. Joam" z 1567 r. wiemy, że w czasach króla Manuela żeglarze znaleźli tam na szczycie góry olbrzymią figurę mężczyzny ubranego w „bedém", czyli w typ tuniki arabskiej, z odkrytą głową i z ręką wskazującą na zachód. Pod figurą miały się znajdować tajemnicze, niemożliwe do odczytania napisy. W poemacie „Caramuru" José de Santa Rita Durao z 1781 r. mowa jest wręcz o tej figurze, jako wskazującej ręką w stronę... Brazylii.

 

Czy rzeczywiście autor listu z realcji o odkryciu tajemniczego miasta znał szczegóły odkryć w basenie Morza Śródziemnego, jak to uważają nie wierzący w jego istnienie sceptycy? Relacja z odkrycia miasta na Bahia została spisana  już w 1753 roku, gdy tymczasem po raz pierwszy wiadomość o odkryciu Herculanum i Pompei została opublikowana w Brazylii trzy lata później, w 1756 roku, w książce „L´antichità romana"... .

 

To brazylijscy badacze, Hermann Kruse i  historyk Pedro Calmon, uznali, że autorem relacji był João da Silva Guimarães, który później zamieszkał wśród Indian, a po 1764 roku znika po nim wszelki ślad.

 

Innym podejrzanym o napisanie relacji o znalezionym mieście, według historyka Calmona, mógł być człowiek, który wspomógł Guimarães´a, gdy ten został zaatakowany przez Indian, czyli gubernator Minas Gerais, Martinho de Mendonça de Pena e de Proença, znany jako filolog, poliglota, bibliotekarz i członek Królewskiej Akademii w Lizbonie. W 1730 roku to on miał prowadzić dochodzenia w sprawie tajemniczych napisów w São Tomé das Letras w Minas Gerais. Od 1738 roku litery te stały się sławne, były kopiowane i... niektóre z nich były podobne do tych z  relacji opisu o zagubionym mieście. Zmarł on jednak w Lizbonie już w 1743 roku, a relacja o znalezionym mieście została spisana dopiero dziesięć lat później.

 

Indianie w stanie Bahia żyli w bardzo prosto zrobionych szałasach, więc wiadomość o znalezieniu relacji o istnieniu prawdziwego miasta była czymś szokującym dla członków Brazylijskiego Instytutu Historycznego, ponieważ wskazywała na istnienie jakiejś poprzedniej, wysoko stojącej cywilizacji. Czyżby więc Brazylia miała mieć swoje własne, wielkie indiańskie budowle na wzór tych odkrytych w Meksyku i w Peru? W 1840 roku do członków Instytutu Historycznego w Rio de Janeiro nadchodzi list z Bahia, od pułkownika Ignacio Accioli Silva i A. Moncorvo, którzy min. napisali „o mieście opuszczonym w sertões tej prowincji (...) nie zdaje się, że chodzi jedynie o jakąś bajkę, z powodu zbiegu okoliczności co do tej wiadomości u licznych dawnych mieszkańców i badaczy sertões, ponieważ przez tradycję mówi się o jakiejś wielkiej Miejscowości, albo o Mieście, porzuconej i, jak powiadają, zamieszkałej przez Indian i przez murzynów uciekinierów".

 

Wiadomo, że już po zniknięciu (śmierci?) Guimarães´a w 1764 roku wiadomość o istnieniu opuszczonego miasta w Bahia jest bardzo rozpowszechniona wśród tamtejszej ludności. Kiedy w 1844 roku w regionie Chapada Diamantina (Diamentowy Płaskowyż) zaczyna się wielkie wydobycie diamentów, wiadomość ta nabiera jeszcze większego znaczenia. Dodatkowo w środkowym biegu wielkiej Rzeki São Francisco na Bahia istniał już mit o zbudowanym ze szmaragdów, zalanym przez wody rzeki mieście.

 

Tymczasem historią o opuszczonych ruinach tajemniczego miasta zainteresowali się na początku lat czterdziestych XIX wieku również badacze z zagranicy. Do Salvadoru zawitali z Kopenhagi na pokładzie statku „Bellone" wojskowi Suenson i Schultz, jak również botanik Kruger, aby właśnie zbadać ruiny, ale z powodu braku danych geograficznych w końcu do wyprawy nie doszło. Informacje na temat celu swoich poszukiwań szukali min. u arcebiskupa Bahia, Romualda Seixas, wielkiego miłośnika spraw dotyczących archeologii.

Dodatkowo, nadchodzi do Brazylii list Carla Von Martiusa, który w Rio de Janeiro został odczytany w sierpniu 1840 roku. Mówi on, opierając się na indiańskich mitologiach i odkryciach archeologicznych, o istnieniu niegdyś wielkich amerykańskich, potem podupadłych cywilizacji, jako przykład dając właśnie brazylijską Bahia. Członkowie Instytutu Historycznego Brazylii postanowili zacząć działać, czyli szukać konkretów. Byli już zaintrygowani prawdopodobnymi fenickimi napisami na Skale Gávea w Rio de Janeiro, a teraz nagle pojawiła się relacja o istnieniu starożytnego miasta w Bahia. Wyznaczyli więc jeszcze w 1840 roku księdza kanonika Benigno José de Carvalho e Cunha, Portugalczyka, który przyjął obywatelstwo brazylijskie, aby ten zaczął poszukiwania owego zaginionego miasta.

 

Dlaczego wybór padł na pochodzącego z Portugalii księdza Benigno? Sprawdziwszy lepiej tę ciekawą postać dowiadujemy się, że ksiądz kanonik był poliglotą, profesorem (w tym założycielem szkoły), wydawcą gazety w Salvadorze, specjalistą od języków Bliskiego Wschodu i przede wszystkim był księdzem podlegającym arcebiskupowi Bahia, Romualdo Seixas, który to prawdopodobnie osobiście zaproponował członkom Instytutu Historycznego i Geograficznego osobę księdza Benigno, swojego zaufanego człowieka.

 

Jeszcze na początku listopada 1840 r. wspomniany ksiądz przybył do Salvadoru. Najpierw zajął się zbieraniem informacji od osób, które wiele podróżowały po Bahia (stan ten jeszcze dzisiaj jest dwa i pół razy większy niż Polska). Pomimo nie zawsze zachęcających do wyprawy relacji, ksiądz kanonik znalazł różne motywy, aby taką wyprawę przedsięwziąć, a relację Guimarãesa uznał za prawdziwą, więc to w niej zaczął poszukiwać szczegółów co do możliwego miejsca położenia zagubionego miasta. Poza tym, jak wielu innych, był zaintrygowany opisem napisów podbnych do liter greckich lub skandynawskich run.

Ksiądz Kanonik Benigno w pisemnej relacji Guimarães´a zwrócił uwagę na wspomnienie strumienia na przeciw miasta, którym później Bandeirantes zeszli, aby po trzech dniach podróży dotrzeć do połączenia rzek Paraguaçu i Una. Z tej wskazówki Benigno doszedł do wniosku, że miasto prawdopodobnie musi być ukryte w łańcuchu Gór Sincorá, czyli w Serra do Sincorá. Skupił się więc na tym regionie, wypytując się oraz studiując ówczesne mapy tych gór, zwłaszcza istniejących tam strumieni i rzek. Myślał, że na dotarcie do ukrytego miasta powinien był zużyć 14 dni, ale na początek postanowił jedynie dotrzeć do  przybrzeżnej miejscowości Valença, aby tam zebrać jak więcej potrzebnych mu informacji, zwłaszcza na temat rzeki Braço do Sincorá, jej wodospadów, wpadających do niej strumieni, itd., aby w ten sposób porównać zasłyszane informacje z relacją Bandeirantes zawartych w dokumencie z 1753 roku. Do Valença ksiądz Benigno dotarł 5 lutego 1841 r.

 

Jedną z osób, z którym przyszło księdzu rozmawiać w tej miejscowości, był Antonio Joaquim da Cruz, człowiek, który wiele podróżował po regionie, w tym wzdłuż rzeki Braço de Sincorá. Według niego relacja o zagubionym mieście jest prawdziwa, a znajduje się ono w jednym z gęstych lasów na Wschodzie, sam jednak, jak przyznał, nie miał odwagi tam się zapuścić. Potwierdził również istnienie wielkiego wodospadu i głębokich, wydających dziwne uderzenia kopalń.

 

Również od innych, starszych mieszkańców Valença ksiądz Benigno dowiedział się o istnieniu zniszczonego przez trzęsienie ziemi lub przez zapadnięcie się miasta. Niektórzy wręcz twierdzili, że miasto istnieje, ale jest w nim smok, który spala każdego, co się do niego zbliży, a inni, że kto do niego dotrze, to już nigdy więcej nie powróci, jak to miało być w przypadku jakiegoś księdza.

 

Wszystkie te zebrane przez kanonika Benigno informacje potwierdzały jego przypuszczenie, że zagubione miasto znajduje się w łńcuchu górskim Sincorá. Zaplanował więc wyprawę na koniec 1841 roku, przy czym w liście do Instytutu Historycznego i Geograficznego zapowiedział, że podróż będzie niebezpieczna z powodu wielkiej ilości pum i węży, ale tamtejszych Indian uznał raczej za spokojnych, niegroźnych, chociaż jeszcze „dzikich". Poprosił również Instytut o wsparcie planowanej wyprawy pieniędzmy.

 

W październiku 1841 roku ksiądz Benigno napisał do Rio de Janeiro list, w którym wspomina o właśnie odkrytych na Bahia, w Górach Mangabeira, pokładach srebra. Przyczyniło się to do tego, że planowana wyprawa księdza nabrała teraz również charakteru ekonomicznego. W swoim liście do cesarza Brazylii z prośbą o wsparcie finansowe, prezydent Instytutu napisał, że jeśli nawet nie dojdzie do odkrycia samego miasta, to jednak zostanie poznany i przygotowany do zagospodarowania mało jeszcze znany region kraju oraz będzie wiadomo, czy znajdują się tam jakieś warte wydobywania minerały.

 

Tymczasem znalezieniem zagubionego miasta zainteresował się również pułkownik Ignacio Aciolli Silva, który od 1840 roku zaczął także zbierać wszelkie możliwe i dostępne mu na ten temat informacje. Interesowały go jednak też podania o innych ciekawych miejscach, jak chociażby o pozostałościach dawnych miejsc zamieszkania w miejscu odkrycia pokładów diamentów, w Serra do Assuruá.

 

Powróćmy jednak do osoby kanonika Benigno, któremu sprzyjał w zaplanowanej wyprawie również fakt bycia księdzem. W końcu, poza cywilizacją miejscowi odkrywcy nieśli również zawsze płomień wiary katolickiej, a w tym przypadku wyprawę miał pokierować sam ksiądz. W każdym bądz razie prośba prezydenta Instytutu została szybko zaakceptowana przez cesarza Piotra II (Pedro II).

 

Na początku grudnia 1841 r. ksiądz kanonik Benigno dotarł w wybrany przez siebie region poszukiwań zagubionego miasta. Już jednak w dwóch pierwszych listach, wysłanych na początku 1842 roku, widać wielkie trudności, na jakie napotkała kierowana przez niego wyprawa. Przede wszystkim, otrzymana ze skarbca państwa suma była zbyt niska, więc nie mógł pójść zamierzoną trasą, ale musiał wybrać krótszą drogę. Przez długi czas nie było żadnej wiadomości o wyprawie, co wiemy z listu pułkownika  Ignacio Aciolli Silvy. Dopiero w sierpniu nadeszła szczegółowa, ale zniechęcająca relacja z wyprawy. Ksiądz Benigno skarżył się w liście, że z powodu braku funduszy i trudności nie mógł dokończyć wyprawy i dlatego, czekając teraz na fundusze od gubernatora stanu, zajmuje się otwarciem

dróg w puszczy ogniem, maczetami i toporami. Z listu jednak dowiadujemy się, że sam ksiądz był już bardzo osłabiony z powodu częstych malarii i związanych z nimi gorączek.

 

Od gubernatora Bahia, generała Andrea, nadeszła odpowiedź, że ksiądz Benigno nie dostanie pieniędzy. Bez środków i schorowany, zanim powrócił do Salvadoru, ksiądz wysłał jeszcze ordynansa grupy i pewnego, okolicznego murzyna, aby ci zbadali region Rzeki Parassusinho. Po 15 dniach ci powrócili, nie znajdując żadnego śladu miasta. Jednakże Benigno dowiedział się w międzyczasie o istnieniu w puszczy miejscowości zamieszkanej przez murzyńskich niewolników-uciekinierów, którzy właśnie mieli zająć zabudowania opuszczonego miasta. Potrzebował jednak dużej sumy pieniędzy, aby móc to  sprawdzić.

 

Tymczasem sytuacja w Rio de Janeiro uległa już zupełnej zmianie i wszelki optymizm ze strony elity naukowej Brazylii w stosunku do istnienia zagubionych miast na terenie kraju, w tym na Bahia, prawie całkowicie ustąpił sceptyzmowi. Na dodatek, sam dawny poszukiwacz utraconego miasta na Bahia, pułkownik Ignacio Aciolli Silva, w 1843 roku napisał na ten temat list pełen ironii, wyśmiewając się z samej idei.  

 

Kanonik Benigno nie dał jednak za wygraną i wykorzystując wszystkie dostępne mu źródła, zdołał zgromadzić nową, liczniejszą i lepiej wyposażoną wyprawę, z którą postanowił się skupić na zbadaniu regionu rzeki Orobó. Tym jednak razem ksiądz nie ograniczył się jedynie do samych poszukiwań, ale wybudował również most na rzece Tingá i drogę do Santo Amaro. Dlaczego tracił czas i wydawał pieniądze na coś nie związanego z wyprawą? Prawdopodobnie ksiądz Benigno postanowił zainwestować w rozwój samego, interesującego go regionu, aby w ten sposób wytrącić z rąk krytyków broń, że pieniądze są niepotrzebnie wydawane na jakieś mrzonki. Inni z kolei twierdzą, że głównym powodem takiego działania księdza był jego kiepski stan zdrowia (reumatyzm w ramieniu, malaria, spuchnięta wątroba), uniemożliwiający mu na zapuszczenie się głębiej w dżunglę. W każdym bądź razie ksiądz Benigno był przekonany, że główny cel jego poszukiwań, znalezienie zagubionego miasta, jest możliwy do osiągnięcia i w swojej relacji podaje kilka ku temu powodów, w tym świadectwo niejakiego murzyna-niewolnika o imieniu Francisco, który twierdził, że sam w ruinach tego poszukiwanego miasta już przebywał, ponieważ żył tam w swojej młodości, zanim został złapany i uczyniony niewolnikiem.

 

Sprawy jednak obierały już zły kierunek dla poszukiwań księdza Benigno, chociaż w 1845 roku napisał on do Instytutu w Rio de Janeiro długi list-relację, w którym chciał usprawiedliwić potrzebę dalszych poszukiwań. Pieniędzy już jednak z nikąd nie otrzymał. Wiadomo nawet, że sam już był zniechęcony do poszukiwań, kiedy nagle ponownie nabrał wiary w możliwość znalezienia miasta, dzięki nowym rozmowom z wiekowymi osobami zamieszkującymi interesujący go region. Jeden z jego rozmówców nawet potwierdził istnienie białego jelenia, więc fakt znany z relacji Guimarães´a spisanej przecież sto lat wcześniej. Poza tym, murzyn Francisco z Orobós stwierdził, że w regionie zagubionego miasta znajdowały się aż trzy ukryte miejscowości, zamieszkałe przez zbiegłych niewolników i ich potomków.

 

Ksiądz kanonik Benigno przestał odtąd również pisywać swoje listy-relacje, pisząc po raz pierwszy do gubernatora dopiero w 1846 roku. Tym razem ksiądz nawet nie wspomina o zagubionym mieście, ale zamiast tego posyła mapę regionu i krytykuje poprzednie mapy wnętrza Bahia. Poza tym, opisuje on z entuzjazmem odkrycie pewnej pieczary przy Rzece Prata... . Gubernator Bahia, generał Andrea, nie odpowiadając księdzu, nakazał po prostu cofnąć mu wszelkie wsparcie finansowe. Odtąd trudno jest nam już śledzić losy upartego duchownego, który prawdopodobnie pozostał w regionie Sincorá do 1848 roku. Rozeszły się plotki, że oszalał, ponieważ zaczął słyszeć jakieś dzwonienie dzwonów i inne dźwięki. Napisał jedynie raz do Salvadoru, do arcybiskupa Bahia Romualda Seixas, prosząc o upoważnienie, aby mógł zając się duchową stroną mieszkańców ukrytego miasta, których miał tam wkrótce spotkać.

 

Rzeczywiście, pojawiły się wkrótce głosy, że ksiądz kanonik Benigno dotarł do miasta i do znajdujących się w nim bogactw. Pewne jest jednak jedynie to, że Benigno był atakowany z wszystkich stron, w tym przez tych członków miejscowego kleru, którzy byli zainteresowani zajęciem obsadzonej dotąd przez niego funkcji kanonika.

 

Wydaje się, że ksiądz Benigno do końca pozostał wierny swojej misji, chciaż niektórzy piszą, że powrócił do Salvadoru i zmarł tam w opuszczeniu. Mamy jednak dowody (np. nekrolog w dzienniku „O Noticiador Catholico"), że ksiądz kanonik Benigno de Carvalho e Cunha zmarł w 1852 roku na terenie parafii Santa Isabel do Paraguaçu, aktualnie Mucugê, w środku niesamowitego, mistycznego Diamentowego Płaskowyżu, czyli w Chapada Diamantina. Zmarł twierdząc, że dotarł do tajemniczego, istniejącego właśnie tam, zagubionego miasta... .

 

Z śmiercią księdza Benigno zainteresowanie rękopisem-relacją o znalezieniu zagubionych ruin tajemniczego miasta nie całkiem jeszcze zaginęło. W 1848 roku major Manoel Rodrigues de Oliveira wysłał list z Bahia do Rio de Janeiro (ówczesnej stolicy Brazylii), w którym nie zgadzał się z lokalizacją owego miasta zaproponowaną przez księdza Benigno. Opierając się na różnych znaleziskach dokonanych na Bahia, zamiast zaproponowanego przez księdza kanonika regionu Sincorá,  major wskazał na dwa inne regiony: 1) pomiędzy rzekami Paraguaçu i Una, w regionie miejscowości Belmonte (południowo-środkowa Bahia); 2) Provisão (południowo-wschodnia Bahia, w pobliżu dzisiejszego miasta Camamu). Podejrzewa się jednak, że znalezione w tamtych okolicach przedmioty należały do członków różnych dawnych wypraw lub do żołnierzy portugalskich garnozonów z poprzednich wieków. Jedynie jedna znaleziona rzecz zgadzała się z opisem z dokumentu: złota moneta.

 

Major Oliveira z jednej strony ostro skrytykował poszukiwania księdza Benigno, gdy tymczasem sam jeszcze bardziej rozwijał w sposób fantastyczny wątek zaginionego miasta. Jednakże elity Bahia, które zawsze były krytycznie nastawione do poszukiwań kanonika Benigno, ostro skrytykowały również słowa majora Oliveiry. W końcu zaczęły przeważać opinie, że relacja o zaginionym mieście miała na celu odwrócić uwagę poszukiwaczy od miejsc, w których Bandeirantes i inni znaleźli w rzeczywistości pokłady diamentów. Czy jednak rzeczywiście? Przecież taka niezwykła relacja również przyciągała uwagę różnych poszukiwaczy, jak to było np. w przypadku Brytyjczyka, pułkownika Fawceta.

 

Wcześniej, jeszcze w 1913 roku, angielski pułkownik O´Sulivan Beare oświadczył, że opisane w „Dokumencie 512" zaginione miasto w rzeczywistości znajduje się na wschód od wielkiej rzeki Sao Francisco, a nie w Serra do Sincorá, jak uważał ksiądz Benigno. To może dlatego pułkownik Fawcet w 1921 r., pod patronatem finansowym brytyjskiej Royal Geographical Society, po przejściu śladami księdza Benigno, w końcu zdecydował się ruszyć jeszcze bardziej na Wschód, aż do Mato Grosso. Jak już wiemy z artykułu o Serra do Roncador, Fawcet i jego dwaj towarzysze (w tym jego syn), po raz ostatni byli widziani w 1925 roku. Potem ślad się po nich urywa.

 

W 1984 roku Gabriel Banaldi znalazł formacje skalne w miejscowości Livramento de Brumado, stan Bahia, uznając je za dowód, że to właśnie w tamtej okolicy powinno się zacząć poszukiwania zaginionego miasta, o którym powiada stary dokument z 1753 roku.  Jak jest jednak prawda? Czy poszukiwane miasto czeka wciąż na swojego współczesnego odkrywcę?

Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

sobota, 25 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  55 820  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Mirek, Polak w Brazylii, zonaty z Brazylijka, osiadly w stanie Bahia.
Moje blogi:
http://bahia.bloog.pl
http://latynowska.bloog.pl
http://latynosi.bloog.pl
http://cantocristiano.bloog.pl
http://latynoskie.bloog.pl
http://latynowska2.bloog.pl
e-mail: zimne@wp.pl

O moim bloogu

Ten blog pragnę poświęcić najróżniejszym, ciekawym miejscom, osobom i wydarzeniom z historii Ameryki Łacińskiej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 55820
Bloog istnieje od: 3713 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl